poniedziałek, 24 lutego 2014

43 - BĘDZIE DOBRZE.. CZY ABY NA PEWNO?

*Wracamy do Pamiętnika Rey* 

Obudziłam się w jasnej sali. 
- O boże.. Czy ja jestem w niebie? Co się stało?.. - przetarłam oczy. 
- Nie kochanie, nie jesteś.. - zaśmiał się tata. Był śpiący i zmęczony. Siedział obok mnie. Miał zabandażowane ramię i wielką szramę na klatce piersiowej, która szła mu aż do obojczyka. 
- Tata?..  Co ci się stało?.. Czemu leżę w łóżku?.. Aaa.. Teraz sobie wszystko przypominam.. Jeju, czemu mnie tak boli głowa.. Czemu mam bandaż na głowie iii.. Czemu.. Nie czuję.. Nóg.... ? Tato.. Tatoo?!! Tato!! Tato ja nie czuję nóg!! Pomocy!! Ratunku!!! Uwolijcie mnie!! Tato!! - rozpłakałam się i rzucałam się po łóżku. Dostałam ataku furii. Wrzeszczałam na całe gardło, dusząc się łzami. 
- Spokojnie, córeczko, to może być tylko chwilowe, po wypadku.. Narazie trzeba poczekać na wyniki badań. Uspokój się już. No nie płacz, już dobrze.. - przytulił mnie tata. 
Po kilku minutach leżałam już cicho. Odwróciłam się i z drugiej strony zobaczyłam.. Eza. 
- Ezequiel!! Boże, kocham cię! 
- Zostawiam was na chwilę, idę zobaczyć czy Angie już przyszła. - powiedział tata. 
- Angie też przyjdzie? 
- Jasne, siostrzyczko.. Tak się cieszę że się obudziłaś.. - Eze był bardzo szczęśliwy. 
- A powiedz mi.. Co się stało tacie? 
- ooo.. Ciesz się, że tego nie widziałaś.. Wyciągnął cię o własnych siłach, uratował ci życie, bo zdążył przed wybuchem. Ale odrzuciło go na kilka metrów, Andres też pomógł cię wynieść. Jemu się nic nie stało, a tata miał coś z ramieniem i małą szramkę na klacie, ale bardzo go boli.. Wbiła mu się tam blacha z auta.. 
- Małą? Boże, kocham ich. Ciebie też. Co ja bym bez was zrobiła.. 
- Byłabyś już tam, u góry. - zaśmiał się mój brat. - Nie mogę się już doczekać kiedy znowu będziemy biegać po całym domu i się bić poduszkami. Musimy tylko poczekać, aż wyjdziesz ze szpitala. 
- Ale Eze.. Jest mały problem.. Czemu ja nie czuję nóg? Boże, boże, boże.. !!! 
- Spokojnie, Reyna.. Nie krzycz.. Będzie dobrze.. Tata już ci mówił, że to chwilowe i że trzeba czekać, aż będą wyniki badań. 
- Angie!! - krzyknęłam. Kobieta i tata właśnie weszli na salę. 
- Reyna, skarbie! Obudziłaś się już! - Angie przytuliła mnie. - Będzie dobrze.. 

Hay mil sueños, de colores 
No hay mejores, ni peores 
Solo amor, amor, 
amor y mil canciones 
Ya no hay razas, ni razones 
No hay mejores, ni peores 
Solo amor, amor, 
Amor y mil opciones 
De ser mejor

Zaśpiewała mi Angie do ucha. Bardzo mnie to podniosło na duchu. 
- Dziekuję ci Angie, za to że jesteś. Kocham cię jak własną matkę. - uśmiechnęłam się do niej. Starałam się nie myśleć o wynikach badań, które mogą w każdej chwili zrujnować mi życie. 
Tata ziewnął. 
- Tato, powiedz..  Siedziałeś tu całą noc? - spytałam go. 
- Ee tam, nic wielkego.. 
- Jak to nie?!! Proszę cię, zdejmij koszulę.. 
- Nie, zimno mi. 
- Pablo, czy coś się stało? - zapytała go Angie. 
- Nieee, skąd. 
Wiedziałam teraz, że Angie nie wiedziała że tata mnie wyciągnął z samochodu i najwyraźniej nie chciał, żeby wiedziała. 
- No dobra, już nieważne. 
Nagle na salę wszedł lekarz. 
- Jakaś kobieta przyszła w odwiedziny. Podaje się jako bliska rodzina. Wpuścić ją? 
- Aaa.. Jest blond? - spytał tata, mając na myśli najgorsze - Jackie. 
- Nie. 
- To może wejść. 
Po tych słowach taty wszyscy zamarliśmy. W drzwiach pojawiła się kobieta którą znałam od urodzenia. Była taka jak zawsze - wymalowana, młodsza niż jej wiek, kształtna i wyzywająco ubrana. Ale jednocześnie taka kochana.. 
Otworzyłam szeroko oczy i powiedziałam: 
- Mama.. 


Cudne zdjęcie, dzisiaj znalazłam <3 


niedziela, 23 lutego 2014

AAAAAA!!!!! TINI PRZECZYTAŁA MOJE WIADOMOŚCI!!! SUKCES POLSKI NA TWITCAMIE!!

A SIĘ JARAM!! W DZISIEJSZYM TWITCAMIE FACU I TINI PRZECZYTALI TRZY MOJE WIADOMOŚCI:
BESOS - POLONIA <3
 FACU Y TINI POLONIA TE AMA <3 
I JESZCZE TA O 3 SEZONIE, NIE SKOPIOWAŁAM JEJ :C 
HAHAAHAHAHAH MÓWILI O POLSCE <3 KOCHAM <3 

42 - TO NIE SEN - KOSZMAR, JACKIE, WYPADEK

*Oczami Eza* 

Byłem właśnie przed domem Angie, kiedy za drzewem koło okna zobaczyłem.. Jackie!! 
- Jackie?! - wychyliłem się. 
Kobieta rzuciła się do ucieczki. 
- Ej! stój!! - biegłem chwilę przez nią, ale wiedziałem że już jej nie dogonię. Zapamiętałem tylko że uciekła na piątą przecznicę. 
Przyleciałem szybko do domu Angie i bez pukania wparzyłem do środka. Tam zobaczyłem jak Angie leży na moim tacie i go całuje. Na szczęście byli ubrani. Zawstydsiłem się, oni też natychmiast się od siebie oderwali. 
- Eze, jest dzwonek!! Gdzie twoja siostra, dostanie dużą burę za to co zrobiła!! - zdenerwował się Pablo. 
- Dobra tato, przepraszam że wam przeszkodziłem i za to co zrobiliśmy. Ale dokończycie później, bo widziałem Jackie!! 
Tata stanął na równe nogi. 
- Co?!! Gdzie jest?!! Musimy ją schwytać!! Angie, proszę cię, obiecaj mi, że nigdzie się stąd nie będziesz ruszać i że zamkniesz się na klucz. Antonio mówił mi, że Jackie ma problemy psychiczne i może być groźna. 
- Oczywiście. Ale bądźcie ostrożni, nie wiadomo do czego ta kobieta może się posunąć.. - Angie przytuliła nas. 
- Tato, szybko!! Pobiegła piątą przecznicą! 
Wybiegliśmy z domu. Angie posłusznie zamknęła się na klucz od środka. Rzuciliśmy się w kierunku owej ulicy. Po drodze zadzwoniłem do Rey. Okazało się, że wszyscy już poszli i że zaraz będzie. 
Na końcu przecznicy zobaczyliśmy Jackie. 
- Stój! - zawołał tata. 
Posłuchała. Przystanęła i zerwała z pobliskiego drzewa śmiertelnie trującą jagodę. 
- Nie podchodźcie! Stać! Zbiżycie się choćby o metr, a zjem ją! 
Nie mieliśmy wyjścia. Zatrzymaliśmy się. Tata zwrócił się do niej: 
- Jackie, posłuchaj.. Spokojnie, nie rób głupstw.. Po co to robisz? Co teraz zamierzasz? 
- Ci zamierzam? Jak to co, Pablo? Ty mnie nie kochasz, a mój wujek chce mnie zamknąć w psychiatryku! Uważają mnie za jakąś nienormalną, grożą policją, szantażują!... Taxi!! - zawołała nagle, wyciągając rękę. Nadjeżdzająca taksówka zatrzymała się. 
- Jackie, co robisz?! - zapytałem. 
- Jadę na lotnisko. Uciekam z kraju. Dajcie mi spokój i pozwólcie wyjechać. Żegnajcie! - wsiadła do samochodu. 
- Ona jest niebezpieczna! - wrzasnął tata i rzuciliśmy się za taksówką. Po drodze też złapaliśmy jedną i wsiedliśmy do niej. Matko, musimy ją dogonić zanim wsiądzie do samolotu. 
W aucie zadzwoniła do mnie Rey. 
- I co? Macie ją? Już biegnę. Gdzie jesteście? 
- Teraz akurat.. Jedziemy na lotnisko. Jackie chce uciec. Ale Rey, jeśli ją gdzieś będziesz widzieć, pamiętaj że jest groźna, może ci zrobić krzywdę, słyszysz?! Lepiej zostań w domu. 
- Nie zdążycie. 
- Jak nie zdążymy, to trudno. - uspakajałem siostrę. - Reyna, wracaj do domu. 
- Nie ma mowy, Eze. Wyprzedzę was. 
- Co?!
- Jestem akurat obok hotelu Rafy, przed chwilą z nim się spotkałam, także..
- Nie! Rey, nawet o tym nie myśl, słyszysz?!! 
- Także nie pogniewa się, jak sobie pożycze jedno auto. O, jest jakaś osobówka. Zaraz tam będę. 
- Rey, zabijesz się, proszę cię, ej no!! No nie, siostra, Reyyyna, nie rozłączaj się!!! Ej!! Czekaj!! 
Wyjaśniłem tacie co ona chce zrobić. Próbowałem do niej dzwonić ale nie odbierała.
W końcu dotarliśmy na lotnisko. 
- O boże, gdzie Jackie?!! - biegałem po placu jak szalony. 
- Boże, gdzie Reyna?! Tak się o nią boję, ona nie ma prawa jazdy.. Oby to auto było sprawne.. Ta dziewczyna w ogóle nie myśli..  Hej, Eze, biegnij, tam jest samolot! - krzyknął naraz tata. 
- O, jest Jackie!! Chodź!! Jackie, stój! - nagle usłyszałem wielki huk. - O boże!! - wydarłem się na cały głos. - Tato odwróć się szybko!! 
Pablo odwrócił się i zamarł. W tej samej chwili właśnie przybiegli na plac lotniska wszyscy uczniowie Studia, których zawołała wcześniej Rey. Aaa.. Rey.. Dziewczyna znajdowała się w samochodzie, i najwyraźniej straciła kontrolę nad pojazdem. Przed kilkoma sekundami właśnie uderzyła w drzewo. Wszyscy obecni stali jak wryci. Ktoś zadzwonił na pogotowie. Tata otrząsnął się, popatrzył na mnie i na uczniów i bez namysłu rzucił się w kierunku wraku samochodu. 
- Tato!! Rey!! Auto zaraz wybuchnie!!! Nie!! - krzyczałem i wyrywałem się Leonowi, Diego, Andresowi, Maxiemu i Marco, którzy mnie mocno trzymali. 
- Daj, spokój Eze!! - krzyknęła Camila, stojąca z innymi obok nas. 
Wszyscy patrzyli z przerażeniem, jak Pablo wyrywa drzwi samochodu i wyciąga nieprzytomną córkę. 
- Pospiesz się!! - krzyknęła Viola. 
Wszyscy uczniowie łącznie ze mną, zaczęli płakać. Jednak nie Andres. On w ułamku sekundy rzucił się w dym samochodu i pomógł tacie nieść Rey na rękach. Właśnie przyjechała karetka. 
- Szybciej!! - krzyczeli wszyscy, dusząc się łzami. 
- Tatoo!! - krzyczałem. - Reey!!! Gdzie jesteś?!! 
Naraz znowu rozległ się przeraźliwy huk, trzy razy większy. Zatrzęsło ziemią. Auto wybuchło. Pełno płomieni wypełniło niebo. Wypatrywaliśmy taty i Andresa z Rey, byliśmy przerażeni.. Nagle zauważyliśmy ich leżących z Reyną na ziemi. Zdążyli, ale wybuch odrzucił ich na kilka metrów. 
- Tato!! Rey!! Andres!! - wszyscy przybiegli im na pomoc. Podnieśli Andresa, tata wziął moją nieprzytomną siostrę na ręcę, mimo że był bardziej ranny niż Andres, z wielkim trudem pobiegł w kierunku karetki i położył ją na noszach. 
Otarłem łzy i pojechałem z nimi, powiedziałem że jak będzie coś wiadomo to zaraz dam znać i żeby poszli do Angie i jej powiedzieli. Andres chciał też jechać, ale nie pozwoliłem mu. 

Moja tapetka :p 


sobota, 22 lutego 2014

A CO SIĘ WYDARZY W PRZYSZŁYM TYGODNIU? :)

28 lutego pojawi się 47 rozdział, a po nim będzie prawie dwutygodniowia przerwa (prawie, bo będzie trwała 13 dni). 
13 marca będzie 48 rozdział i od tego dnia aż do czerwca rozdziały będą dodawane co drugi dzień. Dlaczego? Bo jakbym dodawała codziennie sezon skończyłby się w marcu :D
A tak to mam już wszystko rozplanowane i koniec sezonu, czyli 100 rozdział będzie dokładnie 1 lipca. :)

Co do dalszych przerw, to jeszcze planowane są: 
- tygodniowa, między 1 a 7 kwietnia
- 18-22 kwietnia (Wielkanoc) 
- 1, 2 i 3 maja (święto konstytucji, i chyba pracy i flagi ;p) 
- tygodniowa, między 23 a 30 maja (wycieczka szkolna w Bieszczady) 
- 1 czerwca (dzień dziecka, jednorazówka o Pangie, Dielettcie, Naxi, Fedemile albo o wszystkich naraz, zastanowię się :) ) 
- dziesięciodniowa, od 16 do 25 czerwca (wycieczka szkolna do Włoch) 

No i 1 lipca, po zakończeniu sezonu zawieszam bloga na wakacje (każdy chcę odpocząć, zarówno wy jak i ja ;d) 
 Powracam 1 września potem z nowym sezonem i chcę was wszystkich też znowu tu widzieć!! Jasne?!! ;pp

No, a teraz konkrety: 

W TYM TYGODNIU: 

Pablo po przerwaniu ślubu tłumaczy się Angie. 
Eze widzi Jackie obok domu Angie
Pablo i Angie są bliscy wspólnego pierwszego razu
Jackie grozi Ezequielowi i Pablowi, po czym ucieka z kraju
Rey próbując złapać Jackie na lotnisku uderza samochodem Rafy w drzewo
Rodzina Reyny dowiaduje się od lekarza czegoś, co dobije Rey i zmieni jej życie na zawsze
Możliwie że nastąpią lepsze dni dla Pangie
W szpitalu córkę odwiedza.. Ramona
Prawdziwa matka Reyny mówi Pablowi, że go nadal kocha 
Ramona chce zabrać dzieci ze sobą do Europy 
Uczniowie odwiedzają Reynę w szpitalu
Rey piszę piosenkę która pomaga jej zachować spokój w trudnych dla niej chwilach.

A , no i ciekawsze rozdziały, które będą jeszcze w tym tygodniu oraz po przerwie w marcu: 
42 - 47 (wypadek reyny, nieoczekiwany gość, dużo pangie) 
48 (andreyna)  
49 - (dieletta) 
52 - (naxi) 

No i oczywiście rozdziały ze strefą +18 też należą do najciekawszych :) 
Sceny +18 z Pangie: (aaaaaa!!! *.*) 
- pierwsza wspólna noc - ROZDZIAŁ 53 
- Pangie - 54, 55
- (UWAGA!!) REYNA PRZYŁAPUJE ANGIE I PABLA W NOCY, ALE MYŚLI ŻE PABLO TO GWAŁCICIEL I WYLEWA NA NIEGO WODĘ, A TEN WYSKAKUJE PRZEZ OKNO (HAHAHAHAHAHHAHHAAHAHH XDD) 
- a dalsze rozdziały to już sami zobaczycie :) 


Komentujemy, czytamy itd.! *.*

Dzisiaj liczba wyświetleń przekroczyła 200!! :) 
Dziękuję, że mam też już 2 obserwatorów :) 
Może coś z tego mojego nieszczęsnego bloga będzie;) 



41 - NO SE SI DECIRLE, NO SE SI CALLAR

Pięknie musiało wyglądać moje i Eza wyjście z kłębów dymu z rozpadającej się ciężarówki i to jak uwolniliśmy tatę i Rafę z przyczepy, podczas gdy lecący ze ścian kościoła tynk i drewniane belki z drzwi spadały nam na głowę. 
Kaszląc, krzyknęłam: 
- STOP!! Przerwać ślub!! Nie żenić się, ani nie wychodzić za mąż!! Ja jestem przeciwna!! 
- Ale nie tylko ona!! - wrzasnął za mną Eze, dusząc się dymem. - Ja też!! 
- Ale nie tylko on!!! - zza Eza wyłonił się Rafa Palmer. - Ja także wnoszę sprzeciw. 
Wszyscy patrzyli osłupieni na nas, a ksiądz jęczał "mój kościół, mój kościół.. Moje drzwiiii".. 
- ale nie tylko Reyna, Ezequiel i Rafa!! - nagle ku zdziwieniu wszystkich, (najbardziej chyba Angie) z kłębów dymu wyszedł, kaszląc przeraźliwie - nikt inny jak Pablo Galindo. 
- Pablo!! - ucieszyła się Angie. German otrząsnął się i popatrzył zazdrośnie na Angie.  
- Chciałbym coś powiedzieć, jeśli mogę. - zwrócił się tata do obecnych. - Angie.. Słuchaj, ja.. Bardzo przepraszam za zniszczenie ślubu.. Za wszystko zapłacę... Ten najazd nie był planowany.. 
- A właśnie że.... Ałaaa! - szturchnęłam Eza, który wtrącił się w monolog taty do Angie. 
- W każdym razie wybacz mi za tą akcję, ale skoro już tu jestem to muszę ci to powiedzieć.. 
- No nie.. - jęknął German, niecierpliwiąc się. - Możemy już w końcu dokończyć ślub?! 
Jednak nikt nie zwracał na niego uwagi. Teraz wszyscy patrzyli na Pabla. 
Violetta ze zrezygnowaniem popatrzyła na mnie. Ech.. Chyba zniszczyliśmy związek jej taty i Angie.. Ale widocznie tak musiało być.. 
- Co, Pablo? - Angie umierała z ciekawości a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. 
Tata wziął głęboki oddech. 
- Bo.. Wiesz.. Muszę ci wyznać, że wczoraj.. Kiedy się.. Całowaliśmy.. 
Wszyscy wydali okrzyk zdumienia łącznie z Germanem. 
- Co?!! Całowaliście się?!! No nie.. - mruknął wkurzony. 
Tata mówił dalej.
- Wtedy poczułem coś głębszego niż przyjaźń..  Angie, "Kiedy jestem z tobą zatrzymuje się zegar".. i .. "Zdradzę tobie że bez ciebie nie mogę żyć." 
- Angie, pozając cytaty z "Nuestro Camino", wstała z miejsca i podchodząc powoli do Pabla, zaczęła śpiewać: 

Quiero mirarte
Quiero sonarte
Vivir contigo cada instante
Quiero abrazarte
Quiero besarte
Quiero tenerte junto a mi
Pues amor es lo que siento.
Eres todo para mi.

Podeszła bliżej, a tata ją zaczął całować. 

                                    
Uczniowie Studia otworzyli szeroko oczy. 
Violetta spuściła głowę i popatrzyła na Germana, który nie był smutny, ale wkurzony. Pobiegł do Angie i Pabla, rozdzielił ich i wrzasnął: 
- To ja tutaj dla Violetty się dwoje i troje, żebyś była dla niej mamą, a ty mi uciekasz sprzed ołtarza?!! Jesteś do niczego.. 
- Tato!! - oburzyła się Viola. - Nie mów tak do Angie! 
- German, czy to znaczy, że mnie nie kochałeś, a tylko chciałeś, żeby Viola miała.. Taką mamę jak Maria? 
- Angie, no.. Ale zrozum.. Bardzo kocham moją córkę, a ona tak błagała mnie o to.. Musiałem się zgodzić, bo.. Czułem że jej czegoś brakowało.. 
- Mózgu ojca! - szepnął Eze po cichu. 
- German! Nie wiem, czy mam się cieszyć, czy płakać. Z jednej strony jesteś dupkiem, a z drugiej - zrobisz wszystko dla Violetty. 
- Tato!! Przepraszam, ja za bardzo naciskałam!! Czy waszego związku już nie da się uratować? 
- Spokojnie, Violu. My i tak jesteśmy rodziną, ja jestem twoją ciocią. Nie przejmuj się, to nie twoja wina. 
- Czyli że ślubu nie będzie? - zapytałam. 
- Nie, ja.. Muszę sobie przemyśleć wszystko.. Może i dobrze że tak się stało.. Chodź Violu.. 
- Tato, najlepiej jakby teraz.. Pablo był z Angie.. On ją naprawdę kocha.. Tak jak ja ciebie.. - Viola przytuliła się do Germana i wyszła z nim bocznymi drzwiami, bo główne były "lekko" uszkodzone. 
- Violetta! - zawołałam za nią. Zatrzymała się i odwróciła się. 
- W porządku. Wszystko jest okej. Nie mam wam nic za złe. Pogadamy później. 
Wyszli 
Nastąpiła niezręczna cisza. Wyszłam na środek. 
- Hehehee, nic się nie... stało, co nie? Zapraszam was do mnie do domu na chwilkę, jak już się obudzicie.. Heh.. No... To jak?! 
- Nagle wszyscy wstali i rzucili się w stronę drzwi, krzycąc "Do Reyny!" 
Poszliśmy z Ezem za nimi. Mieliśmy im duuużo do opowiedzenia i wyjaśnienia. 

*Oczami narratora* 
Po wyjściu dzieciaków w kościele został Pablo, Angie i ksiądz. Na zwenątrz był już Rafa Pamler, który wciągął ciężarówkę na lawetę. 
- Za nowe drzwi zapłacimy.. - powiedział Pablo do księdza. 
- Jeśli tak, to w porządku.. 
- Dobra, nic tu po nas... - powiedziała Angie i wzięła Pabla. Wyszli na zewnątrz. 
- Pablo, ja.. 
- Nie, Angie.. Nie musisz nic mówić.. Ja przepraszam, bardzo.. 
- Za co? 
- Za to że wszedłem wam w drogę i za to, że to tak się skończyło.. 
- Nie, nie Pablo.. Za każdym razem, gdy mnie całujesz.. Czuję, że dla kogoś jestem ważna.. Czuję się.. Taka.. Bezpieczna.. Jesteś taki czuły i delikatny.. Uwielbiam cię.. 
- Angie, daj spokój!! Psuję co ślub i wjeżdżam i wyobrażam sobie nie wiadomo co! To powinnaś mi powiedzieć!! Ja.. Jestem beznadziejny, nie wiem czego chcę, niszcze ci życie i... 
Angie podeszła do niego i go pocałowała. 
- I bardzo mnie kochasz.. Nie tak jak German. To ja przepraszam, że tyle musiałeś przeze mnie przecierpieć, tyle czekać.. - szepnęła mu do ucha. 
- Ale opłaciło się.. - Pablo wziął ją za rękę. 
- Zadzwonię, jak tylko wrócę do domu i się przebiorę. Chyba, że.. Mnie odprowadzisz.. - powiedziała Angie uwodzicieskim głosem, kładąc ręce na ramionach Pabla. 
- Idziemy..
 
*Dom Pabla - pamiętnik Rey* 

- No i tak właśnie przerwaliśmy ceremonię. Ale tego nie żałujemy. - skończyłam. Wszyscy siedzieli na podłodze w moim pokoju i słuchali z zaciekawieniem - Cami, Fran, Eze, Naty, Ludmiła, Andres, Maxi, Leon, Diego, Brodway i Marco. 
- Wy to jesteście agenci, hahah! - prychnęła Naty. 
- Ale to nawet lepiej, bo Angie od początku nie pasowała mi do tego Germana.. - powiedział Andres. Przytuliłam go. 
- Heh, ty to jednak nas rozumiesz! 
- Hej, ale widzieliśmy jak nasz dyrektor się całował z naszą nauczycielką!! - krzyknęła Camila. Eze patrzył na nią jak oczarowany. 
- No właśnie, haha! Ale nawet fajnie razem wyglądają.. - przyznał Diego. 
- Ej, wiecie coś o tym że mój tata całował się z Angie też już przed ślubem? 
- Nie.. Ja nie mam pojęcia o tym.. - powiedział Maxi. 
- Ja też nie. - zwróciła się do mnie Ludmiła. 
Eze właśnie chciał pocałować Camilę, ale nagle się otrząsnął. 
- Ktoś dzwoni do drzwi.. Otworzę!! - wrzasnął naraz. Pobiegł na dół. Po chwili zawołał mnie. 
- Reyyyna!! 
- Nie drzyj się, już idę! Poczekajcie, zaraz wrócę. - rzuciłam i zeszłam na dół. 
- Czego, Ezequiel? Dlaczego nie otworzysz?! 
- To Violetta. 
- Ojeju, na pewno jest zła.. 
- Czego ona tu szuka?! 
- Wyluzuj, Eze. Jesteśmy jej winni wyjaśnienia.. Otwórz. 
Weszła Viola. 
- Cześć. - powiedziała. 
- Siemka. Jak tata? 
- Dobrze, nie jest smutny. 
- To super.
- Wiecie.. Nie zapytam was, czemu to zrobiliście, bo teraz rozumiem was, i Angie, i Pabla.. Ale.. Nie mam pojęcia czemu nie powiedzieliście mi o tym, że wasz tata ją kocha? 
- Sama nie wiem... A ty wiesz, Eze?- spytałam go. 
Wzruszył ramionami.
 - Może dlatego, że nie chcieliśmy żebyś była na nas zła.. W końcu tak tego chciałaś.. 
- Macie rację.. Może i bym nie zrozumiała.. Ostatnio nic nie rozumiem.
 
                            
- Spokojnie. - powiedziałam. - Nie przejmuj się, to minie. Wiem z własnego doświadczenia. :) 
- Tak, wiele musiałaś przejść.. Ty też, Eze. 
- Jakoś sobie radzimy, teraz jesteśmy na dobrej drodze. Głównie chodzi mi tu teraz o tatę i Angie. Właśnie, gdzie Angie? 
- Była u nas w domu, pogadała z tatą, wyjaśnili sobie wszystko. Nadal jest moją guwernatką i dalej może u nas mieszkać. A ona i tata to tylko koledzy.. - wyznała Viola. - Ale może to i lepiej.. 
- Czas pokaże. A wiesz może, gdzie ona teraz jest? Potrzebuję z nią pogadać. - powiedziałam. - Myślę, że jej też musimy wszystko wyjaśnić.. 
- Nie wiem, czy Pablo jej już nie wyjaśnił. Ale skoro tak jej szukacie to jest u siebie w domu. 
- Dzięki wielkie, Violetta! Ale... Powiedz.. Szczerze - nie gniewasz się na nas? 
- Nie, skąd! Mieliście rację, przepraszam.. - Viola przytuliła nas. 
- My cię też przepraszamy.. - przyznał Ezequiel. 
- Ej, tam na górze wszyscy czekają! - przypomniałam sobie. - Chodź, Violu! Wszyscy przyszli do nas, haha! 
- Ej, a Angie? - przypomniała Violetta. 
- Właśnie, Angie! - kompletnie zapomniałam. 
- Reyna, nie martw się. Ja z nią pogadam. Przyjdę za niedługo. - powiedział Eze. 
- Dziękuję. - powiedziałam do niego i poszłam z Vilu na górę.